Power Show, mimo przeciwieństw losu!

Power Show, mimo przeciwieństw losu!

Opublikowany

W strugach deszczu dotarłyśmy we wtorek do Łodzi, zupełnie nie spodziewając się tego, co czekało nas później, w centrum miasta.


Około 16:30, zrelaksowane, dojechałyśmy do jednego z dużych skrzyżowań. Byłyśmy 6 km od celu, tak przynajmniej twierdziła "pani nawigacja". Twierdziła też, że za kilka minut nasza podroż dobiegnie końca. Jakże się myliła. 15 minut później stałyśmy bowiem w tym samym miejscu. Najpierw śmiałyśmy się, wyobrażając sobie jak to będę biec w deszczu przez miasto, docierając na Power Show w ostatniej chwili ubłocona, mokra, zziajana, z liściem przyklejonym do twarzy. Czas mijał, a my posuwałyśmy się do przodu w tempie starego żółwia. Komiczna wizja stawała się coraz bardziej realna i coraz mniej nas śmieszyła. Na kolejnym skrzyżowaniu stwierdziłam, że biorę sprawy we własne ręce, by uniknąć niepotrzebnego stresu. Wolę bowiem działać niż czekać aż coś się samo zrobi. Wysiadłam i pomaszerowałam w kierunku Multikina. Moja wspólniczka, nie chcąc ryzykować, porzuciła samochód chwilę później. I nie była ona jedyną uczestniczką Power Show, która to uczyniła. Dotarcie do Multikina zakrawało o cud, ale panie nie dały za wygraną.



Ich liczne przybycie pomimo deszczu, przeraźliwych korków i jakiegoś poważnego wypadku, który dodatkowo zablokował ulice dojazdowe, było dla nas największym komplementem, największą nagrodą. Za co wszystkim Łodziankom z całego serca dziękujemy!





To był niezwykły wieczór.



Serdeczne pozdrowienia dla najmłodszej uczestniczki - kilkuletniej Poli - dziękuję za wspólny taniec:)